RSS
poniedziałek, 14 czerwca 2010
ONI przychodzą nocą
Stają przy łóżku i patrzą ogromnymi, owadzimi oczami. Nie można krzyknąć, nie można się nawet poruszyć. Zaczyna się koszmar, który będzie trwat jeszcze po przebudzeniu... Diane Thai, drobna brunetka, tuż po czterdziestce. Od kilku lat miewa nocne wizyty niskich, chudych. Pod hipnozą opowiada szczegóły. To nie są ludzie - Czuję odrętwienie i ociężałość. Tak jakby mnie podnoszono. Nie mogę tego powstrzymać... Trafiam do jasnego pomieszczenia. Leżę na stole. Jest zimno. Otwierają się drzwi. Wchodzą! - Nie są ludźmi. Wyglądają jak skrzyżowanie owadów z gadami. Zaczynają mnie badać - to słowa innej ofiary nocnych gości, 45-letniego Teda. Sny o istotach zabierających go ź łóżka wprost do jasnej sali miewa od chwili, gdy skończył 3 lata. Straszne pamiątki Amy to wykształcona, niespełna 50-letnia kobieta, matka dwóch córek. W swoim dzienniku w styczniu 1971 roku zanotowała: „Boję się. Coś nieznanego i potężnego ciągnie mnie ku sobie". Od tego czasu miewa niesamowite sny, w których małe, szare istoty o owadzich oczach zabierają ją (przemieszcza się wówczas lewitując) do jasnego pomieszczenia, w którym dokonują na niej zabiegów medycznych. Jej przeżycia uwiarygodnił przypadkowy świadeK, który oniemiał widząc pewnej nocy Amy w koszuli „wylatującą" powoli przez okno, w pozycji na wznak, po powrocie do łóżka i przebudzeniu Amy ma mgliste wspomnienia, ale także bardzo konkretne pamiątki po sennych koszmarach; nacięcia na ciele, ślady po igłach, nawet wszczepione pod skórę drobne przedmioty, które wprawiają w zdumienie lekarzy. Czy Amy jest chora psychicznie? Czy Okalecza się i opowiada pod hipnozą fantazje, w które wierzy? A może to... Jawa? Ten sam sen Kiedy 19-letnia Lydia obudziła się w środku nocy, zdała sobie sprawę, ze ktoś jest w sypialni. W rogu stała istota o ogromnych, ukośnie osadzonych oczach. Miała słomiane włosy i płaszcz. Lydia krzyknęła z przerażenia i... natychmiast zasnęła. Sen, który jej się przyśnił, mogliby równie dobrze zrelacjonować Ted, Diane czy Amy. Podobnie jak kilkaset (!) nie znających się osób, które podczas hipnozy przedstawiają ten sam przerażający scenariusz powracającego koszmaru. Wiedźma powraca Badani są przekonani, że fakty ujawniane pod hipnozą miały miejsce naprawdę. Opisują tak samo uprowadzenie z sypialni, wygląd istot i rodzaj wykonywanych badań. Niektóre z opisywanych zabiegów medycznych są zbieżne w najdrobniejszych szczegółach. Ofiary opisują np. identyczne narzędzia (zupełnie inne niż te używane przez ludzi), mimo że nie znały relacji innych „porwanych". Opowieści o istotach odwiedzających ludzi podczas snu znane są od stuleci. W XVIII i XIX wieku inaczej się „gości" określało. Dziś mówimy: „kosmici", „obcy", „humanoidzi" lub „szaraki". Kiedyś używano poczciwego słowa „wiedźma". Marudzącym dzieciom mówiono: „Śpij, bo zabierze cię stara wiedźma". Po kogo przyjdzie dzisiejszej nocy?
16:36, betamesz
Link Dodaj komentarz »
Brytyjczycy przestają ścigać UFO
Brytyjskie Ministerstwo Obrony po ponad 50 latach istnienia zamknęło jednostkę badającą przypadki pojawienia się UFO. Powód? Nie chce jej dalej finansować, bo nie ma zagrożenia ze strony istot pozaziemskich. Ministerstwo Obrony powiedziało, że nie ma dowodów na zagrożenia dla Wielkiej Brytanii ze strony UFO ani dowodów na ich obecność na ziemi, mimo tysięcy doniesień przesyłanych na skrzynki mailowe lub zgłaszanych na infolinii. Zastrzeżono jednocześnie, że nie ma żadnej opinii na temat istnienia bądź nieistnienia obcych form życia. Jednocześnie wskazano, że ponieważ badania nad UFO nie mają żadnego znaczenia dla obronności, ich dalsze finansowanie z budżetu obronnego byłoby niestosowne. Rzecznik ministerstwa obrony dodał, że wszelkie zagrożenia z powietrza wykryłyby radary, po czym zajęłyby się nimi samoloty RAF. ZAjmujący się UFO funkcjonariusz został przeniesiony do innej jednostki i zajmie się bardziej palącym zadaniami. Dzięki temu zaoszczędzonych zostanie 44 tys. funtów rocznie. Źródło: TVN24.PL
16:34, betamesz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 maja 2010
Jak przetrwać rok 2012 ?

>Wprowadzenie

Właśnie w tym roku ma dojść do przebiegunowania Ziemi i prawdziwego Armagedonu. Jest kilka elementów zastanawiających, jak choćby zakończenie się w tym roku Kalendarza Majów. Istnieje wiele przekazów i proroctw podających właśnie ten rok jako początek "wielkiej zmiany", która czeka Ziemię. Czy chodzi na pewno o przebiegunowanie? Tego do końca nie wiadomo. Wiele osób podejrzewa, że właśnie w tym roku może dojść do uderzenie potężnej asteroidy.



>Punkt zwrotny

Tajemniczy lud Majów zamieszkiwał Amerykę Środkową i w zasadzie nie wiadomo, skąd się pojawił i jak zniknął. Majowie pozostawili po sobie imponującą wiedzę matematyczną i astronomiczną, a warto przypomnieć, że potrafili posługiwać się liczbami rzędu miliardów. Do obserwacji nieba astronomowie Majów nie stosowali żadnych przyrządów, a mimo to bezbłędnie przewidywali różne zdarzenia, jak na przykład zaćmienie Słońca czy Księżyca lub zrównanie dnia z nocą. W wielkim mieście Chichen Itza wznoszono prawdziwe obserwatoria, które pomogły Majom stworzyć niezwykle dokładny kalendarz słoneczny. Problem w tym, że w rok 2012 ten kalendarz po prostu się kończy.

Na ten niepokojący fakt zwrócił uwagę belgijski pisarz, Patryk Geryl. Razem z Gino Ratinckx'em napisali książkę "Proroctwo Oriona na rok 2012", która stała się wydarzeniem w Europie Zachodniej. Patryk przekonywał, że wręcz identycznie jak u Majów informacje o przebiegunowaniu Ziemi w roku 2012 znalazł również w zapiskach starożytnych Egipcjan, a nawet w wierzeniach Sumerów.

>Przebiegunowanie

Według Geryla co 11 i pół tysiąca lat nasza gwiazda przeżywa stan hiperaktywności, której nie są w stanie przewidzieć współcześni naukowcy, ale która była znana starożytnym astronomom. Słońce zaczyna wtedy emitować tak potężne promieniowanie elektromagnetyczne, że jądro Ziemi zaczyna pełnić funkcję cewki elektromagnetycznej, w efekcie czego dochodzi do zmiany ziemskich biegunów.

Zapiski pozostawione przez Majów czy Egipcjan pozwoliły precyzyjnie określić datę ostatniej hiperaktywności Słońca, a miało to mieć miejsce w roku 9792 p.n.e. Niepokojące jest to, że data ta prawie idealnie pokrywa się z ustaleniami geologów, którzy podejrzewają, że właśnie wtedy na Ziemi doszło do gigantycznego potopu.



>Jak przetrwać ??

Patryk zakłada, że katastrofę przeżyje zaledwie garstka z obecnej liczby ludzkości. Sam zapowiada, że prawdopodobnie wybierze się do Afryki, w której jest pasmo górskie ("Drakensberg"), które podobno według wierzeń miejscowych plemion ma ocaleć przed "zalewem wielkiej wody". Patryk twierdzi, że w momencie kiedy będziemy w wysokich górach zostaniemy wystawieni na potężne burze i radiację słoneczną. Jedynym zatem sposobem przeżycia jest zbudowanie bunkra lub pomieszczeń wysoko w górach. Należy przy tym ograniczyć używanie stali, bo przyciągać będzie zagubione pioruny.

>Nietonące łodzie
Głównym problemem będzie fala pływowa. Jedynym sposobem przetrwania jest ucieczka w wysokie partie górskie lub posiadanie "nietonących" łodzi. To specjalnej konstrukcji łodzie motorowe lub żaglowe, które nie mają prawa zatonąć. Przy odrobinie szczęścia, o ile nie roztrzaskamy się o coś po drodze, przeżyjemy. Do roku 2002 na świecie wyprodukowano 6000 takich łodzi, do roku 2012 będzie ich około 10 000.




>Rzeczy potrzebne do przywrócenia cywilizacji



W katastrofie przesunięcia biegunów magnetycznych, wszystkie istniejące na świecie struktury i budowle przestaną istnieć. Większość ludzi zginie. Potrzeba będzie wielu żywych ludzi, aby myśleć o przetrwaniu po katakliźmie. Bardzo potrzebne będą: materiały do przetrwania, ekwipunek do budowy nowego świata, rowery do transportu, jedzenie, nasiona, ziarna, ryż, ziemniaki, nietonące łodzie, mini biblioteka książek zawierająca: podstawy matematyki (algebra, geometria przestrzenna), podstawy fizyki, podstawy chemii (chemia ogólna i chemia węglowa), podstawy elektroniki, podstawy przewodnictwa i prądotwórstwa, podstawy biologii, literatura związana z rolnictwem.

Niezbędne będą również: książki traktujące o "anestezji" (znieczulenia, narkoza), książki traktujące o medycynie ogólnej, książki traktujące o stomatologii, literatura budowlana, architektura (produkcja papieru i atramentu, szkła, detergentów, stopów metali, tworzyw sztucznych), literatura inżynieryjna (jak zbudować silnik parowy, paliwowy: diesla), literatura techniczna (jak zbudować radio, telefon itd.), literatura dotycząca pomiarów radioaktywności, książki militarne, drewniane liczydła, mapy, na podstawie których można będzie zlokalizować minerały, dokładne mechaniczne zegary, soczewki optyczne.

14:32, betamesz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 maja 2010
Cywilizacja Majów

Majowie byli ludem o bogatej kulturze i wiedzy na temat świata. Ich życie i cywilizacja jaką stworzyli, fascynuje do dziś. Ruiny budowli, stanowiące pozostałość po społeczności Majów, wzbudzają podziw ludzi na całym świecie. Mimo wszystkich swoich zaleta, Majowie nie przetrwali jednak próby czasu. Jaką spuściznę po sobie pozostawili i co doprowadziło do upadku tej wspaniałej cywilizacji?

Początek rozwoju społeczności Majów sięga czasów przed naszą erą. Za datę powstania cywilizacji uznaje się lata 400 p.n.e. - 250 n.e. To właśnie w tym okresie, na terenach Mezoameryki (dzisiejszy Meksyk), pojawiły się elementy typowe dla kultury Majów. Wszystkie ludy zamieszkujące ten obszar, zaczęły upodabniać się do siebie. Nastąpił nagły wzrost ludności, co łączyło się z rozwojem miast i powstawaniem budowli. Najważniejsze z nich powiązane były z wierzeniami ludzi. Cały ten okres nazywany jest preklasycznym. W tym czasie pojawiły się również pierwsze przypadki użycia pisma.
Dalszy rozwój

Początki okresu klasycznego (250 n.e. - 900. n.e.), to dalszy rozwój miast. Centrum państwa stanowiło miasto stołeczne, do którego przylegały mniejsze ośrodki. Wraz z rozwojem infrastruktury, pojawił się podział na klasy społeczne. Lata 500 - 600 n.e. to okres konfliktów pomiędzy poszczególnymi państwami. Doprowadziło to do kryzysu w polityce międzynarodowej i w efekcie do upadku starego porządku. Państwa zaczęły walczyć o dominację. Cywilizacja Majów wydawała się chylić ku upadkowi. Jednak niektóre państwa właśnie w tym okresie, przeżywały swój największy rozkwit.
Upadek

Za koniec cywilizacji Majów uznaje się lata 800-900 n.e. Z niewiadomych do końca przyczyn, poszczególne państwa przestały się rozwijać. Zaprzestano wznoszenia budowli, liczba ludności zaczęła spadać. Nie wiadomo dokładnie co spowodowało spustoszenie wśród Majów. Jedna z hipotez mówi, że powodem upadku była katastrofa ekologiczna, spowodowana nadmierną eksploatacją zasobów naturalnych. Miasta majów opustoszały, nie oznacza to jednak że wszyscy zginęli. Ci którzy przetrwali, ulegli wpływom innych kultur i jak to zwykle bywa, gdy jedna cywilizacja upada, na jej miejsce przychodzi kolejna.
Pismo

Pismo używane przez Majów miało dwoisty charakter. Używali oni bowiem nie tylko znaków wyrażających pojedyncze sylaby, ale również takich, które opisywały bardziej złożone pojęcia. Pismo pełniło również funkcje ozdobne. Hieroglify wykuwano na ścianach budowli. Teksty pisane przez Majów dotyczyły różnych dziedzin życia, od religii, przez astronomię, aż po opisy konfliktów.

Architektura

Najbardziej wyraziste budowle Majów, to świątynie. Typowa świątynia miała kształt piramidy schodkowej, na której szczycie umieszczano sanktuarium. Można było się do niego dostać za pomocą schodów. Ściany ozdabiane były licznymi dekoracjami. Przykładem takiej budowli jest El Castillo (Świątynia Kukulkana), znajdująca się w mieście Chichén Itzá, założonym przez Majów. Na jej szczyt prowadzą schody znajdujące się z czterech stron, wszystkie mają po 91 stopni, daje to w sumie 364 stopnie. Gdy dodamy do tej liczby ostatni stopień, stanowiący wejście do świątyni, otrzymujemy 365, czyli liczbę dni w roku.

18:08, betamesz
Link Dodaj komentarz »
Czym są kręgi zbożowe?

Tajemnicze wzory powstają na polach całego świata. Zachwycają swym pięknem i doskonałością wykonania. Kto je tworzy i w jakim celu? Na to pytanie nie potrafimy jednoznacznie odpowiedzieć. Za chwilę spróbujemy ustalić pochodzenie kręgów zbożowych. Prześledzimy kilka możliwości odnośnie autorów i celu, w jakim mogą oni wykonywać wzory w zbożu. Być może nasze rozważania przybliżą nas choć trochę do rozwikłania tej niezwykłej tajemnicy.

Ludzie twórcami kręgów

Pierwsze co przychodzi na myśl zwykłemu człowiekowi, który widzi krąg w zbożu, to że został on stworzony ręką ludzką. Ta odpowiedź wydaje się sensowna i zgodna z poglądami współczesnej nauki. I w istocie jest to bardzo dobra odpowiedź.

Pewne jest, że część kręgów wykonują ludzie, nie wiadomo tylko czy jest to 10%, 50% czy też może 100%. Powstały specjalne grupy, które zajmują się wykonywaniem wzorów w zbożu. Niektórzy robią to by pokazać, że ludzie są w stanie wykonać skomplikowany krąg zbożowy, dla innych jest to forma sztuki.

Kręgi powstają w ciągu jednej nocy. Biorąc pod uwagę stopień skomplikowania i dokładność wykonania niektórych wzorów, trzeba postawić pytanie, ilu ludzi potrzeba aby wykonać dany wzór w ciągu nocy? Dodatkowym utrudnieniem jest brak światła, który jednak może zostać rozwiązany przez noktowizory. Jeżeli ludzie dysponują dobrą techniką tworzenia wzorów i są zorganizowani, to z pewnością wystarczy kilka osób, aby wykonać ciekawie wyglądający krąg.

No właśnie, jakimi technikami dysponują twórcy kręgów? Wygniecenie dokładnego wzoru w zbożu za pomocą deski na sznurku, wydaje się karkołomnym wyczynem. Należy jednak pamiętać, że ludzie są niezwykle pomysłowi, być może na tyle by wyczarować cuda za pomocą prostej deski i kawałka sznurka. A może istnieje jakaś maszyna do robienia kręgów zbożowych? Cóż, teoretycznie to możliwe, obecna technologia pozwoliłaby na stworzenie urządzenia, które mogłoby wygnieść przynajmniej niektóre ze znanych kręgów.

Krąg zbożowy z zakodowaną wartością liczby PI.

Twórcy dzieł sztuki, takich jak obrazy, nie rezygnują z praw autorskich do nich. W przypadku kręgów zbożowych sytuacja wygląda inaczej, nie znamy autorów większości z nich. Dlaczego mieliby pozostać anonimowi? Po pierwsze dlatego, że właściciel pola mógłby zażądać od nich zwrotu kosztów za szkody jakie poczynili. Jest to też jeden z powodów, dla których niewiele osób podszywa się pod autorów kręgów. Kolejna sprawa to natura kręgów zbożowych. Są one tak bardzo popularne dlatego, że pozostają tajemnicze. Gdyby dało się udowodnić, że wszystkie zostały wykonane ręką ludzką, wtedy aura tajemniczości zostałaby zdjęta, a popularność zbożowych dzieł zmniejszyłaby się.


Kosmici twórcami kręgów

Dla obcych cywilizacji wykonanie kręgu z pewnością nie stwarzałoby problemu, gdyż ich przedstawiciele muszą dysponować bardzo zaawansowaną technologią, skoro byli w stanie przylecieć na Ziemię. Zatem techniczny aspekt wykonania kręgu nie stanowi dla kosmitów najmniejszego problemu.

Pozostaje pytanie, po co mieliby wyciskać wzory w zbożu? Jeżeli odwiedzają nas przedstawiciele obcych cywilizacji, to nie ujawniają się. O powodach, dla których tego nie robią, pisaliśmy już w tym artykule. Nie kontaktują się z nami, ale być może mają nam coś do przekazania. Znaleźli więc bardzo ciekawy sposób by tego dokonać . Kosmici wyciskają w zbożu symbole zawierające pewien przekaz. Następnie upewniają się, że krąg zostanie dostrzeżony przez ludzi i upowszechniony. Jeżeli na drugi dzień po zrobieniu kręgu, rolnik zetnie zboże, wtedy obcy najprawdopodobniej wyciskają identyczny krąg w innym miejscu. I znowu upewniają się, że zostanie on zauważony. Tłumaczyłoby to brak dwóch takich samych kręgów w różnych miejscach. Obcy zamiast wyciskać 100 kręgów, mogą wycisnąć jeden. Dlaczego wolą jeden? Może dlatego, że w ten sposób zniszczą mniej zboża.

Z niektórych pozostałości po dawnych cywilizacjach wynika, iż mieli oni podobną wiedzę o kosmosie co my. W niektórych przypadkach ich wiedza przekraczała naszą. Trzeba pamiętać, że nie mieli oni teleskopów, więc jak to możliwe? A może niektóre informacje jakie posiadali, pochodziły z kręgów zbożowych? Może pewnego dnia ktoś wyszedł na pole i zobaczył tam odciśnięty symbol przedstawiający to, co nazywamy teraz Kalendarzem Majów? Kiedyś co prawda nie było możliwe zobaczenie kręgu z helikoptera, ale nie trzeba go widzieć z góry, by odszyfrować to co zawiera. Poza tym obcy mogli wybierać pola leżące koło wzgórz, z których ludzie z łatwością dostrzegliby symbole. Kiedyś takie znaki odciśnięte na polu z pewnością uznanoby za znak od Bogów i próbowano odszyfrować.

Jest to tylko hipoteza, która trzeba przyznać brzmi nieprawdopodobnie, ale teoretycznie jest możliwa. Jeżeli okazałoby się to prawdą, pozostaje pytanie, co mają nam do przekazania obcy? Może chcą w pewien subtelny sposób przyśpieszyć nasz rozwój. Wyobraźcie sobie naukowca, który przez wiele miesięcy myśli nad rozwiązaniem problemu. Nagle przeglądając gazetę zauważa zdjęcie kręgu w zbożu, który przedstawia coś, co pozwala mu rozwiązać problem, nad którym tak długo się męczył. Kolejna niewiarygodna historia, ale teoretycznie możliwa.

Można wymyślić jeszcze wiele bardziej lub mniej prawdopodobnych powodów, dla których obcy mogliby wyciskać wzory w zbożu. Oto jeden z nich. Każda cywilizacja posiada zapewne symbol, który identyfikuje ją wśród innych. Może właśnie takie symbole oglądamy na kręgach zbożowych (przynajmniej na części z nich). Obcy wyciskaliby je po to, by zaznaczyć swoją obecność. Później, gdy nasza planeta wkroczy do kosmicznej federacji, odkryjemy czym są kręgi i będziemy mogli zweryfikować, które cywilizacje już nas odwiedziły.

18:06, betamesz
Link Dodaj komentarz »
Tajemnica posągów z Wyspy Wielkanocnej

Jednym z najbardziej frapujących faktów dotyczących kamiennych posągów z Wyspy Wielkanocnej, zwanych moai, jest ich pochodzenie - mianowicie 95% z nich wykonanych zostało w miejscu znanym jako Rano Raraku (być może chodzi o wielki głaz znajdujący się na wyspie). Spośród wszystkich 887 posągów znajdujących się na wyspie, 397 nadal znajduje się w pobliżu Rano Raraku. Do dziś nie udało się ustalić przeznaczenia tychże posągów - być może są to wyobrażenia bóstw.
Najdziwniejsze jest jednak to, że pozostałe posągi są oddalone o 20 do 25 kilometrów od Rano Raraku. Jeżeli wykonali je ludzie, należy postawić pytanie: jak udało im się przetransportować kilkaset figur ważących po kilkanaście ton każda?

Fakty



Patricia Vargas, dyrektor Easter Island Studies Institute na Uniwersytecie w Chile zastanawia się: "Gdy odkrywasz tak wielką ilość tych megalitów usytuowaną na wyspie, która jest porośnięta tylko i wyłącznie trawą, od razu zadajesz sobie pytanie: jak to mogło powstać?"
Jak zauważyła Patricia Vargas, w każdym miejscu na świecie - czy to w Egipcie przy budowaniu piramid, czy w Chinach, czy w innym miejscu - do transportowania kamieni i głazów jako kładek używano pni drzew. Tymczasem na pagórkowatej Wyspie Wielkanocnej nie rosną żadne drzewa. Wcześniej mogły się tam znajdować lasy palmowe, jednak tubylcy wycięli je, budując łodzie i domy.
W latach 70. XX wieku udało się ustalić kilka faktów. “Do tego czasu nikt nie mówił o innym środowisku na wyspie, póki nie dokonano analizy pyłków i póki nie przeprowadzono szczegółowych wykopalisk," mówi Vargas. Wiele z tych analiz potwierdzało fakt, że gdy produkowano posągi wyspa posiadała całkiem inne ukształtowanie terenu.
Kamienne posągi pochodzą z ok. 1200-1680 roku naszej ery. Najprawdopodobniej zostały one wykonane przez plemię Tiahuanaco, zamieszkujące dzisiejsze rejony Boliwii i Chile. Polinezjaniści przyjmują, że budowa posągów została przerwana około 1680 roku z powodu klęski głodu, przeludnienia wyspy oraz wybuchu walk międzyplemiennych.

Sposoby przenoszenia posągów

Pytanie, jak mieszkańcy Rapa Nui transportowali moai przez wyspę, podzieliło archologów. Nikt nie miał ochoty do wspólnego wysiłku znalezienia sensownego wyjaśnienia.
Miejscowa legenda mówi o "chodzących posągach", które rzekomo miały zostać "wyprowadzone" z kamieniołomów. W 1728 roku przybywający w te rejony holenderscy kupcy opisywali, jak tubylcy próbowali transportować posągi, używając lin i kloców. Lecz czy to wyjaśnia całą sprawę?
Jak zauważyła Patricia Vargas, posągi mają różne wymiary - od 1 do 10 metrów wysokości, różne więc mogły być metody ich transportu. Niektóre z posągów są bardzo wysmukłe i łamliwe, inne zaś bardzo ciężkie. Ich waga stanowiła więc duży problem dla transportujących.
Niemożliwe więc było przeniesienie ich w pozycji pionowej. Jak sugeruje Vargas, Tiahuanaco mogli użyć płozów do transportowania posągów w pozycji poziomej. Wtedy wystarczyłoby tylko znaleźć linę i odpowiednią ilość ludzi, która byłaby zdolna do pociągnięcia głazów. Jest to obecnie najbardziej wiarygodna teoria.
Jo Anne Van Tilburg jest archeologiem z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Całe swoje życie poświęciła dogłębnemu badaniu Wyspy Wielkanocnej. Według niej, metoda przenoszenia posągów znajdujących się na wyspie była podobna do tej, jakiej używali mieszkańcy Polinezji czy Egiptu. Korzystali oni mianowicie z transportu rzecznego oraz używali podobnych technik i narzędzi do rzeźbienia w kamieniu. Posągi ustawiano zaś przy użyciu dwóch kloców - mniejszego i większego - oraz lin. Wymagało to ogromnej siły, toteż w ustawianiu figur brała udział większość mężczyzn z plemienia.
Według Jo Anne Van Tilburg, Tiahuanaco do transportowania figur używali bardzo dużych łodzi zbudowanych z drewna palmowego. Miały one dość dużą nośność, bez probemu więc mogły posłużyć do przenoszenia ciężkiego ładunku.
Sceptycy jednak wskazują na fakt, iż na Wyspie Wielkanocnej nie ma żadnych drzew. Archeolodzy twierdzą jednak, iż właśnie z powodu wycięcia wszystkich drzew pod koniec XVII wieku zaprzestano budowy i transportu posągów. Świadczyć o tym mają liczne niedokończone posągi stojące w pobliżu Rano Raraku.

Czy ktoś pomagał?

Vargas słyszała o wszystkich teoriach, i było wiele różnych wariacji teori Van Tilburg. Vargas, jednakże, nie jest jednak przekonana, że istniała jedna metoda transportu. "Myślę, że zależało to od tego gdzie transportowano posąd, terenu oraz gabarytów figury," mówi. "Myślę, że używali więcej niż jednej ."
Jakaż by nie była metoda (lub metody) transportu, Vargas wie jedno – nowoczesne maszyny wcale nie ułatwiłyby stawiania moai. Wraz z kolegami z Uniwersytetu w Chile w 1992 roku zaproponowała eksperyment. Chciała powtórnie podnieść 15 posągów w południowo-wschodniej części wyspy - w Ahu Tongariti. Te megalityczne posągi – niektóre ważące nawet po 70 ton – zostały położone przez tsunami w 1960 roku. "Mieliśmy naprawdę nowoczesny dźwig, w pełni skomputeryzowany – najbardziej rozwinięta technologia na świecie – i mieliśmy bardzo dużo kłopotów," dodaje. "W końcu 40-osobowej ekipie zajęło to 4 lata pracy, dzień po dniu."
Nie ma więc wątpliwości, że mieszkańcy Rapa Nui opanowali do mistrzostwa sztukę ustawiania posągów, w sposób, który dzisiaj można uważać za prymitywny. Lecz ich zapał i doświadczenie w tworzeniu posągów może mieć także ciemną stronę. Niektórzy sugerują, że mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej zostali pochłonięci tworzeniem większych, i większych figur co mogło byc powodem wyginięcia tej kultury.
Na temat maui wciąż powstają nowe teorie. Jedne próbują wyjaśnić, do czego one tak naprawdę służyły, inne - jak te przedstawione w tym artykule - zajmują się sposobem ich transportu na miejsce przeznaczenia. Przy każdej z nich rodzą się jednakże wątpliwości.
Ich rozwianie pozostawmy archeologom...

16:14, betamesz
Link Dodaj komentarz »
Trójkąt Bermudzki

Na temat Trójkąta Bermudzkiego powstało mnóstwo teorii. Opowiadano o potworach morskich i ukrytej pod wodą Atlantydzie. Wraz z rozwojem techniki przedstawiano nowocześniejsze przypuszczenia: nagłe wydzielanie się metanu z dna oceanu, istnienie czarnej dziury, anomalie geomagnetyczne i działania UFO.

Te ostatnie znalazły wielu zwolenników po najsłynniejszej katastrofie, która wydarzyła się w tym rejonie-zniknięciu eskadry samolotów typu Grumman TBM Avenger 5 grudnia 1945 roku. Tego dnia o godzinie 14.00, z wyliczonym co do minuty czasem lotu (powrót o godzinie 17.23) eskadra pięciu tego typu samolotów wystartowała z bazy lotniczej Fortu Lauderdale. Kłopoty zaczęły się już o godzinie 15.15 (w tym serwisie możesz przeczytać zapis ostatnich rozmów pilotów z bazą). Dowodzący eskadrą porucznik Charles Taylor informował, że piloci zboczyli z kursu, później "kompasy zaczęły wariować". O 16.00-wnioskując z zapisu rozmów-piloci się zgubili. Ostatni komunikat, jaki słyszał kontroler bazy, był desperackim okrzykiem: "...wlatujemy w obszar białej wody...". PóĄniej radioamatorzy mieszkający na wybrzeżu słyszeli coś w rodzaju "...nie podążajcie za mną...", nie zostało to jednak uwiecznione na taśmie magnetofonowej, nad którą głowią się dzisiaj badacze Trójkąta z Charlesem Berlitzem na czele.
Od tamtej pory w tym rejonie odnotowano ponad 100 różnych przypadków zaginięć statków, samolotów, załóg...Naukowcy twierdzą, że za wypadki w rejonie Trójkąta Bermudzkiego odpowiedzialne są niezwykle silne na tym obszarze wyładowania atmosferyczne. Jak jednak wyjaśnić historię z lat 70. XX wieku, kiedy to na oczach świadków samolot przewożący wołowinę nagle runął do wody "jak gdyby został wyrwany z powietrza"? Tym bardziej, że ratownicy-prócz pływającej po wodzie wołowiny-nie znaleĄli po maszynie ani drzazgi, nie mówiąc już o ciałach pilota i załogi samolotu. Jak wytłumaczyć to zdarzenie?Zagadce Trójkąta Bermudzkiego najsilniejszy cios zadała agencja ubezpieczeniowa Lloyd. W liście z kwietnia 1975 roku czytamy:Według rejestrów [tzw."Czerwonych Ksiąg" napisał:

od 1955 roku na świecie zatonęło 428 statków. Nie ma dowodów na poparcie tezy, że w rejonie Trójkąta Bermudzkiego wypadki tego typu zdarzają się częściej, niż gdziekolwiek.Niestety, nikt jeszcze nie wymyślił żadnego sensownego wytłumaczenia zachodzących w rejonie Trójkąta anomaliów. Nadal giną tam statki i samoloty.

16:12, betamesz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 kwietnia 2010
Yeti

Na owłosionego, rudego "człowieka śmiegu" natknęło się w ostatnich stu latach około 2000 osób. Ale czy przypadkiem rudy nie jest fałszywy?

Yeti musi chyba lubić „spotkania na szczycie", bo pokazuje się głównie w wyższych partiach gór (Himalaje, Pamir, Kaukaz).
Jednak protokołu dyplomatycznego nie przestrzega: straszy ludzi, pogwizduje, kradnie jaki (zwierzęta podobne do kóz) i znika. Przedtem zostawia swoje ślady.
Kiedyś porywał kobiety, ale to było dawno i zdążył się ucywilizować. W końcu rzekomo ma w sobie coś z człowieka.

Małpa czy miś?

Zgodnie z relacjami świadków, yeti to „duża małpa" lub „stwór przypominający niedźwiedzia". Porusza się szybko i nawet uciekając przybiera pozycję wyprostowaną (odwrotnie niż małpy i niedźwiedzie). Swoją karierę w świecie zwierząt tak rzadkich, że być może po prostu nieistniejących, zawdzięcza posądzeniu, że jest jakąś nie do końca wymarłą linią przodków człowieka.
Można więc powiedzieć, że yeti stał się sławny nie tylko dzięki ludziom, którzy ubarwiali lub zmyślali relacje o spotkaniach z „człowiekiem śniegu", ale dzięki podobieństwu do ludzi. Według naukowców zajmujących się wymarłymi zwierzętami, to mityczne stworzenie, o ile w ogóle istnieje, jest niedźwiedziem himalajskim. A to dlatego, że jego opisy nie pasują do niczego innego, co się rusza i jest owłosione. Owszem, coś takiego istniało, ale wymarło zbyt dawno, by mogło przetrwać i zostać ponownie odkryte jako yeti.
Mowa o gigantopiteku - wielkiej człekokształtnej małpie, która wymarła 400 tysięcy lat temu.

Umarł i żyje

Władze chińskie wyznaczyły nagrodę za schwytanie yeti, ale nikt się po nią nie zgłosił. Przed dwoma laty Chińczycy wydali więc komunikat, że yeti wymarł. Ale doniesienia o „pośmiertnych" spotkaniach yeti z ludźmi napływają nadal. A ich tradycja ma już z górą 2000 lat. Tyle liczą najstarsze relacje pisane na temat „dwunożnych, owłosionych stworów".

Zdradzają go stopy

Do dzisiaj nie ma żadnych materialnych dowodów na istnienie yeti, poza zdjęciami stóp. Jego słynny skalp, udostępniony badaczom w łatach 60. przez klasztor Szerpów w Khumjung, okazał się skórą jaka. Szkielety łap yeti, które himalaista Reinhold Messner otrzymał od mieszkańców Azji środkowej, są szczątkami niedźwiedzi.
Film, nakręcony w lasach Kalifornii, przedstawiający uciekającą Wielką Stopę (kanadyjsko-amerykańskiego odpowiednika yeti) też okazał się lipą.
Był świetny, bo miał... scenariusz, a istota, którą przedstawiał, była przebranym człowiekiem. Zbliżenie ujawniło zamek błyskawiczny!
Co więc pozostało zwolennikom istnienia yeti? Mogą pojechać w Himalaje, spotkać się z nim osobiście i nam
ówić na wyjście z podziemia (a raczej zejście z gór).

14:06, betamesz
Link Dodaj komentarz »
"Chupacabra, czyli wysysacz kóz” Pod Sochaczewem

 

Wydarzenia w okolicach Sochaczewa mówią praktycznie jednoznacznie: w Polsce grasuje zwierzę, które do tej pory było znane głównie z Meksyku. Tam nazywane jest "Chupacabra, czyli wysysacz kóz”.

W nocy z niedzieli na poniedziałek (28-29 czerwca) w gospodarstwie państwa Antoniak w Kornelinie doszło do istnej rzezi kóz. Nieznany drapieżnik zagryzł osiem znajdujących się w zagrodzie zwierząt.
- Tej nocy nie byliśmy w gospodarstwie. Być może gdybyśmy nocowali w domu nie doszłoby do tragedii. To na pewno nie był pies. Wybieg, w którym znajdowały się kozy jest ogrodzony wysoką siatką, ma także zamontowanego elektrycznego pastucha. Pies by tego nie pokonał. Nie widać także śladów podkopu - powiedział nam Stanisław Antoniak. Według niego nie był to także ryś, gdyż jest po prostu za mały. Zwierze, które zagryzło kozy musiało być bardzo silne. Jedna z kóz ma bowiem odgryzioną głowę, jednym ściśnięciem szczęk. Zastanawiające jest także to, ze drapieżnik nie rozszarpał zwierząt, a jedynie wyssał z nich krew.

O całej sytuacji państwo Antoniak zawiadomili policję, weterynarza oraz Urząd Gminy w Nowej Suchej. Nikt jednak nie chciał uwierzyć w to co mówili. Kilka dni wcześniej Krystyna Antoniak widziała nieopodal domu, w zbożu duże zwierzę, przypominające pumę. Nie sądziła wówczas, że dojdzie do tak krwawego zdarzenia.

13:09, betamesz
Link Dodaj komentarz »
Strefa 51

Strefa 51

Area 51 to najbardziej strzeżony obszar w Stanach Zjednoczonych. Według wojska ten potężny obszar na pustyni Nevada w ogóle nie istnieje. Świadkowie mówią że to tam właśnie ląduje UFO i to tam został podpisany traktat o krrl i porozumienie z obcymi. Obserwować Strefę można jedynie ze wzgórz Freedom do których dojechać można autostradą 303 nazywaną "autostradą pozaziemską". Wzdłuż granic Strefy 51 ustawione są tabliczki informujące o tym że wejście grozi śmiercią lub grzywną wysokości 6.000 dolarów. Wejście na Area 51 grozi śmiercią ze względu na "bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych" Area 51 ma również pas startowy długości 9,2 km. i jest to najdłuższy pas startowy na Świecie. Ciekawe jest to że nawet pasażerski Boening737 potrzebuje ok. 3 – 4 km. Pasa. Są ludzie którzy twierdzą że testowany jest tam nowoczesny samolot szpiegowski o nazwie SR-92 AURORA. Jest to samolot osiągający prędkość 5,5 maxymalną, wysokość ponad 60.000 metrów. Jest niewykrywalny dla radaru , podczerwieni i nadfioletu. Kompleks budynków biegnących wzdłuż pasa odpowiada wielkości niewielkiego miasta. Specjalne jednostki policji wojskowej ( Military Police ) patrolują w dzień i w noc strefę wielkości połowy pustyni Nevada. Oficjalna mapa kończy się około 190 km na półnoy zachód od Las Vegas na pustyni Nevada. Mimo że znajduje się tu wiele dróg, przęłęczy, bunkrów, które nie są zaznaczone na żadnej mapie tak jakby na tym obszarze nic się nie znajdowało.

Teren wojskowy. Wejście grozi śmiercią ostrzegają znaki. Wstęp na ten obszar jest całkowicie zabroniony, a przestrzeń powietrzna nad jest najbardziej chronioną w całych Stanach Zjednoczonych. Mowa o terenie Sił Powietrznych Nellis i Bazie Prób Jądrowych częściej zwanych jako "Area 51".Strefa została założona w 1957 roku i funkcjonuje jako tajna baza, w której Zakłady Lotnicze Lockhead udoskonalały samoloty szpiegowskie dla potrzeb CIA. Do dzisiaj testuje się tu najnowocześniejsze amerykańskie uzbrojenie, między innymi przeprowadzono tu próby z bombowcem Stealth. Strefa 51 od zawsze okryta była tajemnicą. Amerykańskie Siły Powietrzne potwierdziły jej istnienie dopiero w 1994 roku. Na podstawie niedawno ujawnionych, dowodów, wydaje się jednak, że ani technologia ani technicy nie są pochodzenia amerykańskiego lecz pozaziemskiego. Od kiedy powstała Area51 obserwowano tam dziwnie wyglądające obiekty latające. Relacje świadków były wyszydzone przez władze, które zaprzeczały, jakoby takie zdarzenia miały kiedykolwiek miejsce. Rząd znalazł się jednak w niezręcznej sytuacji, kiedy jeden z pracowników bazy potwierdził fakty pojawiania się ufo nad Srefą51, a także poinformował, że siły powietrzne Stanów Zjednoczonych korzystały z osiągnięć kosmitów. Robet Bob Lazar, naukowiec, który pracował w Strefie 51 przez 5 miesięcy od grudnia 1988 roku, wystąpił z tymi informacjami w w telewizji maju 1989 roku. Ujawnił, że rząd amerykański przeprowadzał badania na dziewięciu pozaziemskich pojazdach kosmicznych i starał się wykorzystać obcą myśl techniczną. Lazar wystąpił pod pseudonimem "Dennis" , filmowano go w cieniu, a jego głos został zniekształcony. Wszystkie te środki bezpieczeństwa podjęto z powodu pogróżek, jakie otrzymali on i jego żona.

Dziwny światło w rogu. Wygląda to na jakiś wybuch lecz dokładnie niewiadomo co to mogło być.

Te zabiegi nie na wiele się jednak zdały. Po wywiadzie nie tylko wzrosła ilość pogróżek , ale ktoś ostrzelał samochód Lazara. Aby zapobiec kolejnym wypadkom, w listopadzie Lazar ujawnił się. Tym razem opisał ściśle tajny ośrodek S4, znajdujący się nad jeziorem Papoose znajdujący się na obszarze Strefy 51, w którym składowano pozaziemskie pojazdy. Opowiedział on także w jaki sposób został zatrudniony w zespole 22 inżynierów, którzy mieli za zadanie rozpracować sposób działania systemu napędowego statków. Lazar twierdził, że S4 było pozaziemskim kompleksem, który zajmował się całe pasmo górskie. Na początku myślał że styka się z wysoce zaawansowaną technologią ludzką , ale kiedy znalazł się we wnętrzu jednego z pojazdów przekonał się, że jego kształt i wymiary nie mogły być stworzone przez człowieka. Nie było śladu jakichkolwiek złączeń czy spawów, nie było widać żadnych śrub ani nitów mówił Lazar. Wszystko miało miękki i okrągły brzeg, jakby było zrobione z wosku, na chwilę podgrzane, a potem ostudzone. Były tam iluminatory, łuki i malutkie krzesła wystające niewiele więcej niż 30 cm nad podłogę. Sam mechanizm napędowy był wielkości piłki baseballowej i promieniował polem antygrawitacyjnym przez pustą kolumnę, która przebiegała pionowo przez środek statku. Jego podejrzenia stwierdzała dostępna dokumentacja. Zawierała ona zdumiewająca ilość informacji na temat Ufo, wśród których znajdowały się zdjęcia sekcji zwłok małych szarych istot o dużych głowach. Wedłog dokumentów pochodzili oni z systemu gwiezdnego Zeta Reticuli. Lazar napotkał też wzmianki o wypadku w 1979 roku, kiedy to obcy zabili naukowców i funkcjonariuszy na terenie bazy. Wszystko to sprawiło, że Lazar nie miał już wątpliwości, że pracował nad pozaziemskimi statkami, wytworzonymi przez pozaziemską inteligencję z pozaziemskich materiałów.

Lazar kategorycznie nie twierdził, że widział kosmitów na terenie S4.Nie mniej jednak to co widział było dziwne. Przechodząc przez pokój, zauważył kątem oka dwóch męższczyzn ubranych w białe fartuchy spoglądających w dół i rozmawiających z czymś małym o długich rękach. Tylko mi mignęli. Naprawdę nie mam pojęcia co to mogło być mówi Lazar. Opowieści tego człowieka są nieprawdopodobne. ale czy mówił on prawdę ja uważam, że tak. Czy był on wstanie wykorzystać stereotypy o Ufo, latających talerzach i małych szarych ludzików dla potrzeb swoich opowieści? A może jego opowieść jest ich potwierdzeniem. Opowiadania Lazara sączymś wyjątkowym. Według G.Knappa, dziennikarza, który przeprowadzał wywiad z Lazarem, ponad 12 osób potwierdziło jego wersję. Knapp posiada nagrania video z człowiekiem, który kierował kilkoma wielkimi programami wojskowymi w Nellis. Twierdził on, że władze były w posiadaniu obcych maszyn i samych obcych od lat 60.Kaseta ta jednak zostanie wyemitowana po jego śmierci. Żaden z pozostałych świadków nie chce ujawnić swoich danych obawiając się konsekwencji. Inni dzienikarze, którzy chcieli również zając się tematem Strefy 51, napotkali taką samą ścianę srachu.

Jeden z byłych inżynierów, który widział obcy pojazd, sam zgodził się na wystąpienie w telewizji. Kiedy zobaczył że jego dom bez przerwy obserwują mężczyźni w czarnych garniturach, zrezygnował z nabrania. Przed kamerą Lazar sprawia wrażenie spokojnego człowieka. Nie podaje się za eksperta w dziedzinach, na których się zna. Zawsze mówi to samo, co jest rzadkością wśród fałszywych świadków. Powody dla których Lazar ujawnił informacje o strefie 51, są także niejasne. Mówi, że uczynił to, bo uważał, że ukrywanie takich dowodów urągało nauce i obywatelom amerykańskim jednak jego rysunki przedstawiające obce statki kosmiczne zostały sprzedane w formie modelu, tak jak i prawa autorskie do jego opowieści, na podstawie której powstał film. Od tego czasu pojawiło się wiele nowych dokumentów. W 1995 roku w niemieckiej wytwórni filmowej powstał film zatytułowany "Tajemnice Czarnego Świata", który zawierał dalsze dowody potwierdzające opowieści Lazara. Film zawiera wypowiedzi kilku świadków, którzy twierdzą, że coś się dzieje w Strefie 51.Nario Hayakawa z Telewizji Nippon czekał całą noc by uchwycić cień obiektu wznoszącego się ponad Strefą 51.Zarejestrował promieniujące światło ponad górami i widział jak ślizgało się ono na niebie. Analiza filmu wykonana przez specjalistyczne komputery potwierdziła wnioski jakie przedstawił Hayakawa-sfilmowany obiekt z pewnością nie był konwencjonalnym samolotem.

Po lewej: Dokładny widok przedstawiający obszar 51 oraz jezioro Grom.

Wiele innych filmów pokazywało nie więcej to samo-jasny obiekt, który skakał po niebie z niewiarygodną prędkością, wykonując trudne do wyobrażenia manewry. Jeden z takich obiektów zbliżył się do ekipy telewizji NBC. Po powrocie stwierdzono u nich poparzenia popromienne. Ktoś inny rzekomo dostał się do środka bazy S4 i sfilmował pokój pełen pojemników, w których przechowywano zwłoki obcych. A jednak coś się na pewno dzieje daleko w głębi pustyni Nevada. W Strefie 51 powstało conajmniej osiem tzw." Czarnych Programów", twierdzi Jim Goodall, pisarz zajmujący się tematyką lotnictwa. Czarne Programy to super tajne przedsięwzięcia rządowe takie jak np. Bombowiec Stealth, które rocznie pochłaniają podobno 35 miliardów dolarów. Dotyczy to to między innymi bezzałogowych sond, których prędkość i możliwości manewrowe mogą łatwe zamulić laików. Goodall twierdzi, że to nie wszystko. Statki, o których mówi się , są ciche i niewiarygodnie szybkie, tak jak ten, który wyleciał ze Strefy 51 i został później namierzony przez Federalne Centrum Administracji Powietrznej, gdy rozwinął prędkość ponad 16000 km/godz. która okazała się 13-krotnie przekraczającą prędkość dzwięku. Goodall twierdzi, że takie prędkości nie są osiągalne przy zastosowaniu ziemskich technologii. Jeden z byłych pracowników Lockhead, pytany przez Goodalla powiedział: Nad pustynią Nevada latają takie rzeczy, o których George Lucas nawet nie śnił

13:01, betamesz
Link Dodaj komentarz »